zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Edukacja

Kategorie

Najnowsze

Komentarze

  • GeorgeRob
    buy generic levitra no prescription...
  • JeremyElele
    buy black cialis online http://kaletra24.com -...
  • WalterReuby
    viagra and cialis for sale http://kaletra24.com -...
  • Inhatvax
    viagra sale point pakistan http://alexa24ph.com -...
  • Brandonsup
    Hello there!...

Najczęściej kupowane

Metamorfoza Magdy z nadczynnością tarczycy [12 miesięcy]
Metamorfoza Magdy z nadczynnością tarczycy [12 miesięcy]

Objawy nadczynności tarczycy mogą być uciążliwe w życiu codziennym.

Częstym protokołem stosowanym w dzisiejszych czasach jest przyjmowanie leków przeciwtarczycowych i/lub beta-blokerów. Choć czasem jest koniecznym zainwestowanie w farmakoterapię w walce z nadczynnością tarczycy, tak może warto byłoby skierować się ku terapii naturalnymi metodami. Chociażby z tego względu, że farmakologią nigdy nie usuniemy przyczyny hipertyroidyzmu.

magda1

Skoro tarczyca nie jest przyczyną samą w sobie, to co JEST przyczyną?

Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Istnieją różne przyczyny nadczynności tarczycy. Choroba Gravesa-Basedowa jest najczęstszą chorobą odpowiedzialną za taki stan rzeczy. Tylko nie sama tarczyca nas zawodzi, a proces autoimmunologiczny, który zapoczątkowuje ten zły stan. Wiele czynników może wywoływać reakcję autoimmunologiczną, która dla kogoś kto ma marker genetyczny powiązany z Gravesem Basedowem, spowoduje powstawanie tyreotropowych immunoglobulin, które będą stymulować receptory TSH i w efekcie prowadzą do nadmiernej produkcji hormonów tarczycy. W niektórych przypadkach te same przeciwciała atakują tkanki oka, powodując choroby oczu związanych z tarczycą. Tak więc celem faktycznie powinno być przywrócenie zdrowia układu odpornościowego, a nie tylko obniżenie nadczynnych, aktywnych hormonów tarczycy.

Magda2

Więc jak ten naturalny protokół ma przywrócić nas do życia?

Cóż, celem takiego protokołu leczenia powinna być diagnoza przyczynowości. Dla przykładu, większość osób żyjących w ciągłym stresie, w głównej mierze będzie  miała problem ze zmęczeniem nadnerczy i rozregulowaniem osi HPA, która w ciągu miesięcy lub lat może bezpośrednio lub pośrednio prowadzić do problemów tarczycy. Problemy z TSH wiążą się dokładnie z pracą przysadki mózgowej, a nie tarczycy samej w sobie. Przysadka mózgowa to „centralny” gruczoł wydzielania wewnętrznego – produkuje wiele hormonów sterujących pracą innych gruczołów. Najważniejsze to tyreotropina czyli TSH. Niestety ciężko o lekarza z holistycznym podejściem do sprawy.

Magda3

Madzia waży teraz 70kg zachowując 65cm w talii i 97cm w biuście. Jak wiemy kilogram mięśnia waży dużo więcej niż kilogram tłuszczu – co widać na zdjęciach.

Magda4

Dożywiliśmy organizm, dieta samuraja, dobór odpowiednich supli w każdym okresie współpracy – m.in selen, cynk, miedź, płyn Lugola, cytrynian magnezu, bacopa monnieri oraz zachowanie higieny snu. Suplementy te pomogły w normalizowaniu pracy samej tarczycy, a odpowiedni czas i pora snu to najlepsze narzędzie do naprawy nadnerczy. Tutaj udało się osiągnąć poprawę bez stosowania adaptogenów. Metoda niezbędnego skutecznego minimum powinna być zawsze naczelną zasadą.

Magda5

Sam trening nie był prowadzony do załamania mięśniowego. Odpowiedni dobór intensywności, objętości treningowej i częstotliwości były kluczem do sukcesu. Absolutny brak cardio i praktycznie cały trening oparty na wolnych ciężarach.

A tutaj kilka(set) słów od samej Magdy:

„Metamorfoza.
Nic nowego.

Codziennie widzisz co najmniej kilka podobnych…

Nie zamierzam mówić ci jak to cudownie i prosto jest zmienić swoje życie. Bo nie jest. Życie wcale nie jest proste. Dlaczego ten jego aspekt miałby się czymś różnić od pozostałych kwestii?! Właśnie dlatego, że nie jest proste, udaje się tylko tym, którzy ciężko na to pracują i naprawdę chcą. Tym którzy są siłaczami. Siłaczami w swoich głowach i duszach. To pierwszy krok, żeby dać radę, żeby stać się siłaczem dźwigającym tony żelastwa na każdym treningu. Udowadniać sobie za każdym razem, że możesz więcej, lepiej, bardziej. Ty! Ty możesz! I nikt nie jest w stanie ci w tym przeszkodzić! Nikt nie może stać się matką twojego sukcesu ani sprawić, że ci się nie uda. Tylko ty! Tylko i wyłącznie ty decydujesz kto wygra w tej walce.

Pytasz jak zaczęłam? Wszystko, co robię w życiu, robię na 100%. 100% moich możliwości w danym momencie. Nie mów więc, że Ty nie jesteś w stanie dać z siebie 100%. Dla każdego znaczyć to będzie coś zupełnie innego. Ja po prostu zaczęłam. Postanowiłam trenować i jeść według planu. I zwyczajnie to zrobiłam. Trzymałam się tego planu. Nie opuściłam żadnego treningu. Trenowałam najciężej jak mogłam. Jadłam dużo i czysto. Cieszyłam się z każdego posiłku, który dla siebie stworzyłam, z każdego dnia, gdy udawało mi się trzymać dietę, z każdego małego kroku do przodu, który udało mi się wykonać na treningu. Wygrywałam sama z sobą, ze swoimi słabościami. Pokazywałam mojej wewnętrznej „ja” kto tu rządzi. Pokazałam sama sobie jak silna jestem, jak dużo mogę, jeśli tylko postanowię, że tak będzie. To ja jestem panią swojego losu, ja decyduję o tym, jak wygląda moje życie.

Czy chciałam schudnąć? Nie. Wręcz przeciwnie. Zmęczona tym, że całe życie jadłam więcej niż dorosły mężczyzna pracujący fizycznie, będąc stale i permanentnie, co tu dużo mówić, człowiekiem składającym się ze skóry i kości, chciałam z całych sił wreszcie zacząć wyglądać tak, żeby czuć, że w pełni akceptuję to, co codziennie oglądam w lustrze. Lepiej późno, niż wcale.

Przez pierwszy rok zrobiłam absolutnie wszystko, co mogłam, żeby się zmienić. Szło jednak bardzo wolno. Uczucie, gdy po dwóch miesiącach jedzenia 2,5 tysiąca kalorii, czterech treningach w tygodniu, oszukanym posiłku co sobotę (BTW moje oszukane posiłki do niedawna opiewały na 5-6 tysięcy kcal), wchodziłam na wagę i okazywało się, że ważę 800 g więcej… zwątpienie. Ręce opadają. Co do cholery robię źle? Co mogę zrobić więcej? W takim tempie do końca życia nie zbuduję niczego na moich chudych ramionach.

I wtedy… Wierzysz w przeznaczenie? Karmę? Nazwij to jak chcesz. Ja wierzę. W to, że wszystko w życiu dzieje się po coś. Wszystko, co robisz w życiu, wraca do Ciebie. Zło i dobro. W momencie, w którym nie wiedziałam co z sobą zrobić, co dalej, jak ruszyć z miejsca, życie na drodze ustawiło mi kogoś, kto pokazał, że niczego nie robiłam źle. To nie ja. Nie za mało, nie za lekko. Nie. Po prostu nie. To nie ja. To moja tarczyca zjadała wszystko, co mój organizm chciał zbudować. Czarno na białym pokazywały to badania, które oczywiście widział lekarz… Stwierdził, że wszystko jest ok. Mieści się normie. Wy i wasze normy…
Ile to razy słyszałam od ludzi – „Dobrze ci, że możesz tak jeść bez skrupułów, że nie tyjesz. Niejedna kobieta o tym marzy”. Albo ukochane „Ale ty jesteś chuda”, jako komplement (Czy ja podchodzę do ciebie i mówię „o boże, ale ty jesteś gruba”?!). Nie, nie było mi dobrze, a twój „komplement” bolał i przywoływał kompleksy zakorzenione jeszcze w dzieciństwie.

Kamil Koczwara

Magister inżynier budownictwa, którego zamiast budowania mostów i budynków pochłonęła inżynieria ludzkiego ciała. V-ce Mistrz Polski w Trójboju Siłowym oraz V-ce Mistrz Polski w wyciskaniu leżąc. Pasjonat sportów siłowych. Jego podopiecznymi są m.in Mistrzyni Europy w Trójboju siłowym Kamila Kasperska, crossfierka Dobrosława Kucharzak czy top wyciskacz Marcin Karkula. Podopieczni mają talent – Kamil potrafi ocenić słabe punkty i po analizie zaproponować rozwiązania, które sprawią, że staną się jeszcze lepsi.
Autor artykułów na Body Challenge czy na anglojęzycznych portalach Powerbody czy T-muscle. Poprzez analityczne podejście poparte badaniami, realizuje cele założone z klientami. Jego motto? „Nie ma jednej odpowiedniej techniki – ważne jest indywidualne podejście do każdego klienta.

Dodaj komentarz